My Company Polska – Pokazać ludzką twarz biznesu

My Company Polska – Pokazać ludzką twarz biznesu

– Zamiast o męskim czy kobiecym zarządzaniu lepiej mówić o zarządzaniu po ludzku – mówi Beata Drzazga, założycielka BetaMed SA, największej firmy medycznej w Polsce pod kątem opieki długoterminowej w domu pacjenta.

Istnieje coś takiego jak kobiecy styl zarządzania?

Owszem. Wprowadzałam go już 23 lata temu, gdy zakładałam swoją pierwszą firmę i przedzierałam się przez męski świat, który wtedy panował w biznesie. Tyle że nie miałam pojęcia, że mój styl przywództwa jest „kobiecy”.

Na czym on polega?

Dobry przedsiębiorca jest odważny, silny, mocno stąpający po ziemi. Wytrzymuje intensywny stres, bo rynek jest zmienny. To nas nie różni od mężczyzn. Ale jednocześnie, jako kobiety, wprowadzamy do biznesu dużo empatii, pokazujemy jego ludzką twarz. Na przykład w trakcie negocjacji potrafię być twarda. Ale przychodzi moment, że zaczynam szukać złotego środka i kompromisu. Nie jestem bezwzględna, lubię, kiedy na koniec obie strony są zadowolone z wypracowanego efektu. Mężczyźni w podobnych sytuacjach zachowują się często jak koguty, które walczą ze sobą do upadłego.

To się chyba na szczęście trochę zmienia.

Owszem. Na pewno w latach 90. biznes bywał bardziej bezwzględny niż dziś. Wielu przedsiębiorców dążyło do zniszczenia konkurencji. Także w minionym systemie szefa wypadało się bać. Nie wolno było z nim dyskutować, trzeba było uznawać, że na wszystkim się zna i ma zawsze najlepsze pomysły. Kobiety takich oczekiwań na ogół nie mają. Gdy trzeba, umieją schować swoje ambicje do kieszeni, dla dobra firmy i pracowników.

Mężczyźni tego nie potrafią?

Wielu potrafi. Uważam, że biznes nie ma płci. Przecież wielu mężczyzn też ma w sobie dużo empatii. Poza tym ostre dzielenie stylów zarządzania na rodzaj męski i żeński może wywoływać niepotrzebną konkurencję i opór ze strony panów. W dodatku buduje niepotrzebne stereotypy, np. taki, że kobiety przesadnie kierują się emocjami. A przecież tak naprawdę w swoich decyzjach często wykazujemy więcej stabilności, systematyczności, zdrowego rozsądku i ostrożności. Generalnie jednak uważam, że wszystko zależy od konkretnego człowieka, a nie od tego, czy ktoś jest kobietą czy mężczyzną. Dla pracownika mam być po prostu człowiekiem. Może więc, zamiast o męskim czy kobiecym zarządzaniu lepiej mówić o zarządzaniu po ludzku?

Kiedy wchodziła pani do biznesu, kobiet w tym świecie nie było zbyt wiele. 

I było nam dużo trudniej niż mężczyznom. Pamiętam, jak na początku mojej kariery nieustannie mnie umniejszano. Mówiono, że stworzyłam agencję pielęgniarek, a to żaden poważny biznes. Wypominano nawet, że sama byłam kiedyś pielęgniarką.

To coś złego?

Myślę, że tak naprawdę przemawiały za tym męskie kompleksy i próba ustawienia mnie niżej niż zamknięty świat panów prezesów. Wiele z tych osób bardzo się zdziwiło, gdy po 14 latach działalności byłam właścicielką wielkiej kliniki i 91 filii w 11 województwach. I gdy okazało się, że prowadzę największą w Polsce firmę w dziedzinie opieki długoterminowej.

Uznano wtedy pani osiągnięcia?

Też nie od razu! Mówiono, że na pewno mam męża, który stoi za moim sukcesem. Tymczasem ja, pracując od rana do nocy, skończyłam siedem różnych kierunków studiów m.in. medycznych, ekonomicznych czy związanych z integracją europejską. Żartuję sobie czasem, że po tym wszystkim nikt mi już nie może powiedzieć, że w jakiejś dziedzinie czegoś nie wiem.

W swojej działalności nie ogranicza się pani do branży medycznej.

Owszem. Od 14 lat mam sklepy z najnowszymi kolekcjami mody ze wszystkich miast Europy, w Miami otworzyłam też sklep elektroniczny.

Czy do różnych dziedzin działalności biznesowej potrzebny jest różny typ przywództwa?    

Uważam, że dokładnie ten sam. Wszędzie ważne są umiejętności organizacyjne, kreatywność, odpowiedni dobór ludzi, właściwe przygotowanie merytoryczne oraz zdolność do pociągania za sobą ludźmi.

Czy kobiety w biznesie trzeba wspierać?

Trzeba po prostu wspierać ludzi. Kobietom natomiast trzeba tłumaczyć, że jeśli nie chcą, nie muszą siedzieć w domu i poświęcać się tylko rodzinie i dzieciom. I że nie powinny się wyzbywać swych naturalnych cech, żeby być dobrymi liderkami.

Zwłaszcza że dziś empatyczne zarządzanie jest coraz bardziej w cenie.

To zabawne, ale gdy 20 lat temu na konferencjach biznesowych mówiłam o potrzebie zmiany podejścia do pracownika na bardziej ludzkie, patrzono na mnie wielkimi oczami. Niektórzy się nawet trochę podśmiewali. Dziś mi mówią, że byłam wizjonerką. Ten mój innowacyjny wówczas sposób zarządzania uważany jest za coś, do czego wszyscy powinni dojść. Unia Europejska promuje, a nawet wymaga ESG, czyli dbałości o środowisko, społeczeństwo i ład korporacyjny.

Ma pani satysfakcję?

Oczywiście. Ale nie chcę spoczywać na laurach. W organizacji „Pracodawcy RP” współtworzę specjalną platformę, za pomocą której propagujemy ESG także wśród małych i średnich przedsiębiorców. Chciałabym, żeby zrozumieli, że realizacja tych celów to nie przykry obowiązek, ale biznesowa szansa.

W takim razie zapytam jeszcze o trendy przyszłości. Czy home office całkowicie zastąpi pracę stacjonarną?

Może wielu osobom nie spodoba się to, co powiem, ale mam nadzieję, że nie! Pracownicy, którzy się nawzajem nie znają, a nawet często nie lubią, nigdy nie będą się tak naprawdę utożsamiać z firmą. Pracy nie można odczłowieczać. Inaczej się ze sobą rozmawia osobiście, a inaczej czyta e-maile.

Można się gdzieś nauczyć przywództwa?

Myślę, że trzeba je mieć we krwi. Nawet na studiach biznesowych tego nie uczą. Młodzi ludzie nieraz mnie pytają, czy w przyszłości będą mogli zostać inspirującymi przedsiębiorcami. Odpowiadam pytaniem: A czy w szkole podstawowej byłeś liderem? Czy przewodziłeś w klasie? Pewne predyspozycje ma się w genach, można je zauważyć i pielęgnować już od dzieciństwa.

Wiele kobiet narzeka, że w męskim świecie, jaki panuje w wielu korporacjach, trudno jest im się przebić.

Radzę im wtedy, żeby wzięły sprawy w swoje ręce. Zamiast narzekać, można przecież np. zmienić pracę albo założyć własny biznes. Czasem jednak wystarczy zacząć od małej zmiany. Pamiętam, jak kiedyś jechałam pociągiem i zamówiłam poczęstunek z Warsu. Obok mnie podróżowała mocno zestresowana kobieta pracująca w korporacji, która w nerwach otwierała laptopa. Ewidentnie musiała się zająć jakąś pracą, której bardzo nie lubiła. Zagadałam do niej, chciałam wiedzieć, z jakiego powodu przeżywa tak wiele trudnych emocji. W końcu zapytałam, dlaczego daje się swoim szefom tak źle traktować i odbierać radość życia. Po krótkiej rozmowie uśmiechnęła się, zamknęła laptop i powiedziała: „ma pani rację”. Po czym odprężyła się i zamówiła sobie herbatę. Byłam bardzo szczęśliwa. Kto wie, czy za tym pierwszym krokiem nie poszły w jej życiu kolejne zmiany?

Źródło: My Company Polska