Od ponad trzydziestu lat jestem związana z ochroną zdrowia. To czas nieustannych zmian – w technologii, standardach, organizacji pracy – ale także w podejściu do drugiego człowieka.
Kiedy zaczynałam, dużo mówiło się o komunikacji z pacjentem, o empatii, o słuchaniu. Ale w rzeczywistości tylko część personelu, może czterdzieści procent, naprawdę kierowała się tymi zasadami. Nie dlatego, że reszta nie chciała, lecz dlatego, że system tego nie wymagał. To, jak traktowaliśmy pacjenta, wynikało z naszej osobowości, wrażliwości i pasji do zawodu – nie z przepisów.
Z czasem zauważyłam, że w świecie medycyny coraz bardziej liczą się procedury, zlecenia, wyniki, a coraz mniej człowiek. Pacjent stał się przypadkiem w systemie. Tymczasem moment diagnozy to nie tylko początek leczenia – to chwila, w której człowiek mierzy się z lękiem, bezradnością i poczuciem utraty kontroli. Wtedy najbardziej potrzebuje drugiego człowieka, który go wysłucha, dotknie ramienia, powie: „Jestem przy tobie”. Tego nie da się zastąpić żadnym protokołem.
Od zawsze powtarzam, że w zawodach medycznych – ale też w każdym zawodzie, w którym ma się kontakt z drugim człowiekiem – nie można działać bez empatii. To nie jest praca dla każdego. Trzeba mieć w sobie miłość do ludzi, cierpliwość i pokorę wobec życia. Jeśli ktoś wypalił się emocjonalnie, powinien to sobie uczciwie powiedzieć i poszukać nowej drogi. Pacjent nie jest winny temu, że system zawodzi. On przychodzi po pomoc, a naszym obowiązkiem – i przywilejem – jest ją dać z serca.
Kiedy zakładałam Betamed S.A., moim celem było stworzenie miejsca, w którym służba zdrowia odzyska swoje ludzkie oblicze. Widziałam zbyt wiele sytuacji, w których pacjent był traktowany jak przypadek, nie jak osoba z emocjami i historią. Chciałam pokazać, że medycyna może być nowoczesna, efektywna i jednocześnie pełna ciepła. Dziś Betamed S.A. to największa w Polsce placówka opieki długoterminowej – nowoczesna, dobrze zarządzana, ale wciąż oparta na wartościach, które przyświecały mi od początku: troska, empatia, szacunek.
Z perspektywy czasu wiem, że to właśnie te wartości są najtrwalszym fundamentem każdej firmy. Można zbudować silny biznes w oparciu o strategie, procesy i liczby, ale tylko tam, gdzie obecne jest człowieczeństwo, powstaje prawdziwa organizacja – taka, w której ludzie chcą być i chcą się rozwijać.
Empatia nie jest słabością, lecz siłą lidera. W biznesie często mylimy przywództwo z kontrolą. A prawdziwy lider to ten, który potrafi słuchać, rozumieć emocje zespołu i budować zaufanie. Właśnie zaufanie jest dziś walutą o największej wartości – i nie da się go kupić. Można je tylko zdobyć autentycznością i konsekwencją.
Dla mnie zarządzanie to nie hierarchia, ale odpowiedzialność. To obecność – codzienna, prawdziwa, widoczna. Lider nie może być odległy. Powinien być blisko ludzi, znać ich problemy, rozumieć ich emocje. Wtedy firma staje się wspólnotą, a nie tylko strukturą. W Betamed S.A. zawsze powtarzałam: „Pacjent to nie przypadek, a pracownik to nie numer”. To proste zdanie, ale w nim mieści się cała filozofia skutecznego przywództwa.
Patrząc dziś na ochronę zdrowia, ale też szerzej – na świat biznesu – widzę, że nadchodzi czas, gdy empatia i komunikacja stają się kompetencjami przyszłości. Już nie wystarczy być skutecznym menedżerem. Trzeba być człowiekiem, który inspiruje, który potrafi dodać odwagi i nadziei. Bo niezależnie od branży – wszyscy szukamy sensu, nie tylko wyniku.
Wierzę, że przyszłość należy do liderów z sercem. Do tych, którzy rozumieją, że wartość biznesu mierzy się nie tylko w liczbach, ale też w tym, jak wiele dobra zostawia po sobie. Lider z sercem nie potrzebuje tytułów ani autorytetu nadanego z góry – zdobywa go codziennymi gestami. A to właśnie te gesty, ta uważność i empatia sprawiają, że praca ma sens.
Dziś mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem: technologia, procedury i strategie są ważne, ale to ludzie tworzą każdą organizację. I to od ich serca, wrażliwości i pasji zależy, czy system – medyczny, biznesowy, społeczny – naprawdę będzie działał.
Źródło: businessman.pl