Manager Report: Bez ryzyka nie ma rozwoju

Manager Report: Bez ryzyka nie ma rozwoju

W biznesie nie chodzi o to, żeby ryzyka unikać, ale o to, żeby je zrozumieć lepiej niż konkurencja – mówi business advisor Beata Drzazga

 

Dlaczego wszyscy mówią cały czas o ryzyku? Dlaczego musimy o nim cały czas myśleć zamiast po prostu spokojnie pracować?

Dlatego, że nasza rzeczywistość jest niewyobrażalnie złożona. W zasadzie nigdy nie jesteśmy w stanie dokładnie przewidzieć wszystkich konsekwencji naszych działań. Z dnia na dzień zmieniają się preferencje klientów, otoczenie prawne, konkurenci wpadają na nowe pomysły. Ilość możliwych wariantów rozwoju sytuacji rynkowej jest niemożliwa do policzenia, więc zamiast analizować je wszystkie wygodniej jest mówić o ryzyku, które zresztą też jest kategorią mocno abstrakcyjną.

Ryzyko w biznesie to ekspozycja na czynniki, które mogą obniżyć zyski lub doprowadzić przedsiębiorstwo do upadku. To znaczy, że mówimy tutaj o bardzo poważnych sprawach. Jak najlepsze poznanie ryzyka, lub wręcz zaprzyjaźnienie się z nim to jedno z najważniejszych zadań przedsiębiorcy. To też jedna z pierwszych rzeczy, o których business advisor powinien rozmawiać ze swoim klientem.

 

W takim razie jakie czynniki powodują, że ryzyko działalności spada albo rośnie?

Z reguły przyjmuje się, że większe ryzyko oznacza możliwość osiągnięcia większych zysków, ale również większych strat. W rzeczywistości nie jest to takie proste. To, co sprawdza się w kasynie, gdzie ryzyko jest w pełni znane, niekoniecznie musi się sprawdzać w rzeczywistości biznesowej. Najczęściej za podstawowe czynniki ryzyka przyjmuje się zmiany w zachowaniu konsumentów, zmiany mikro- i makroekonomiczne, a także zmiany w przepisach i regulacjach.

Proszę zwrócić uwagę na fakt, że na wszystkie te czynniki nie mamy żadnego wpływu. Jeżeli ktoś kilka lat temu zajmował się produkcją lub sprowadzaniem z zagranicy plastikowych sztućców, mógł ograniczać ryzyko w dowolny sposób, ale nie był wstanie zabezpieczyć się przed tym, że plastikowe sztućce zostaną zakazane. Mamy tu przykład stabilnego biznesu o stosunkowo niskim poziomie ryzyka, gdzie nagle pojawiają się ogromne straty. O odwrotnej sytuacji mogą mówić producenci maseczek chirurgicznych. Ten biznes o niskim ryzyku nagle otrzymał w prezencie koniunkturę, o jakiej nie mógł nawet marzyć. Za to teraz ma kłopoty, gdyż na rynku pojawiła się bardzo intensywna konkurencja, która boryka się ze spadającym popytem.

Ryzyko jest też związane z intensywnością konkurencji. Przy czym chodzi tu zarówno o konkurencję między dostawcami, jak i konkurencję między odbiorcami. Ryzyko jest tym większe, im większa konkurencja między dostawcami i tym większe, im mniejsza konkurencja o produkt między odbiorcami lub konsumentami.

 

Jak w takim razie możemy ograniczać ryzyko?

W biznesie podstawowym sposobem na ograniczenie ryzyka jest zdobycie trwałej przewagi konkurencyjnej. Ryzyko radykalnie maleje, jeżeli jesteśmy w stanie dostarczyć nabywcom określoną wartość dodaną przy niższych kosztach niż konkurencja. Wtedy to nasi konkurenci muszą zacząć się martwić. Kolejny sposób to konsekwentne testowanie modelu biznesowego, produktów i koncepcji, które zresztą jest też metodą budowania przewagi konkurencyjnej.

Dobrym pomysłem wydaje się rezygnacja z intuicji i oparcie procesu podejmowania decyzji na metodach matematycznych i statystycznych. W biznesie intuicja to często hazard w czystej postaci. Ryzyko można również rozpraszać angażując się w kilka różnych projektów jednocześnie. Ta metoda bardzo jest bardzo często stosowana przez inwestorów. Rozproszenie ryzyka powoduje, że naszym sprzymierzeńcem staje się statystyka. Porażki w jednych projektach możemy sobie rekompensować sukcesami w innych. Szybko zamykając te pierwsze oraz udoskonalając i inwestując w drugie możemy zbudować całkiem zyskowny portfel inwestycyjny.

 

To znaczy, że ryzyko nie jest niczym złym?

Nie, pod warunkiem, że je rozumiemy lepiej niż nasi konkurenci.

Źródło: Manager Report